Bridezilla w akcji, czyli jak nie być jędzowatą panną młodą

Bridezilla: połączenie panny młodej i godzilli. Stresujesz się, czy wszystko na Twoim ślubie przebiegnie tak, jak sobie tego życzysz? Jesteś pewna, że nie grozi Ci przeobrażenie w potwora? Można temu zapobiec :)
Bridezilla: połączenie panny młodej i godzilli. Stresujesz się, czy wszystko na Twoim ślubie przebiegnie tak, jak sobie tego życzysz? Jesteś pewna, że nie grozi Ci przeobrażenie w potwora? Można temu zapobiec :)

Znasz termin „bridezilla”? Tak, tak – to połączenie panny młodej (bride) z „miłym” stworkiem – godzillą. Nawet jeśli nie jest Ci znany sam termin, z pewnością samo zjawisko tak. Na pewno któraś z przyjaciółek przed swoim ślubem bridezillę przypominała do złudzenia. Zaraz, zaraz… a Ty?

Skoro czytasz ten tekst, to pewnie rozpoczęłaś już przygotowania do najpiękniejszego dnia w swoim życiu. Całkiem możliwe, że się stresujesz, zastanawiasz, jak to wszystko wypadnie, a w gorszych momentach Twoja głowa pełna jest czarnych scenariuszy. Wyobrażasz sobie, jak to samochód się psuje w drodze do kościoła, jak przy zakładaniu sukni świadkowa za mocno ciągnie ją w dół i tworzy się ogromna dziura czy jak zespół muzyczny nie dociera na czas na salę weselną. Pragnę Cię uspokoić: to wszystko normalne. Niemal każda z nas tak ma. Niestety, nie każda z nas sobie z tym radzi.

Część z nas wraz z wypowiedzeniem „tak” w chwili przyjmowania oświadczyn, przeistacza się bowiem w bridezillę. Staje się na pół panną młodą, na pół godzillą, zafiksowaną na przygotowaniach do ślubu. Przed jej żądzą zaplanowania ślubu idealnego otoczenie chowa się po kątach. Co gorsza, sama zainteresowana nie do końca ma świadomość, co się z nią dzieje. Można jednak skutecznie zapobiec tej nieciekawej przemianie. I to wcale nie jest niewykonalne. Wystarczy jedynie nieco… odpuścić.

Najgorsze w przygotowaniach do ślubu jest przekonanie, że nad wszystkim można zapanować. Nie można. Nad wieloma rzeczami nie będziesz miała nigdy kontroli – choćbyś ćwiczyła się w medytacjach niczym tybetańscy mnisi, którzy podobno siłą woli potrafią przenosić przedmioty. Nie trać na to czasu. Lepiej od razu zaakceptuj fakt, że życie pełne jest niespodzianek i pewnie na dzień Twojego ślubu też kilka przygotuje.

Czytaj także: Jak zorganizować swój ślub i pozostać sobą

Gdy ten krok będziesz miała za sobą, to potem pójdzie już z górki. Niemniej jednak, jeśli powiedziałaś A, musisz powiedzieć B. Pamiętaj – to też dla Twojego dobra – że wychodzisz ZA MĄŻ. Oznacza to, że bez wątpienia jest jakiś przyszły mąż, którego zdanie też wypadałoby wziąć pod uwagę. Jeśli jesteś szczęściarą, której narzeczony pozostawił wolną rękę w każdej kwestii, szalej duszo, piekła nie ma. Jeśli jednak należysz do tych, których narzeczony zapragnął brać udział w każdej decyzji (co tak naprawdę jest o wiele większym szczęściem), doceń to! To Wasz wspólny dzień, więc niech będzie realizacją marzeń obojga. Miej jednak na uwadze, że ta „wspólność” obejmuje Ciebie i jego. Nie ma w niej miejsca dla ciotek, wujków, kuzynek i Bóg-wie-kogo. Zdanie rodziców i przyszłych teściów warto brać pod uwagę, ale ostateczne decyzje podejmujcie we dwójkę. To Wasz dzień! Oni swój już mieli.

Nade wszystko, zachowaj zatem zdrowy rozsądek. Pomyśl, że zwykle bywa tak, że najpiękniejszych chwil nie da się zaplanować, one same przychodzą. Gdy będziesz starała się mieć wszystko pod kontrolą, okres narzeczeństwa zamienisz w koszmar, a sam ślub – o ile narzeczony wcześniej nie ucieknie z krzykiem – w najbardziej stresujący dzień, z którego potem w pamięci zostanie Ci jedynie to, co nie wyszło. Nie o to chodzi. Co przecież zrobisz, jeśli – nie daj Boże – masz kreatywnych i twórczych przyjaciół, którzy przygotują dla Was niespodziankę i przystąpią do jej realizacji na weselu? Wyskoczą gdzieś między tortem a oczepinami zupełnie tego z Tobą nie konsultując? O zgrozo, najgorzej…