Jak zaplanować podróż poślubną i się przy tym… nie rozstać?

Jak zaplanować podróż poślubną i się przy tym nie rozwieść? Oto jest pytanie!
Jak zaplanować podróż poślubną i się przy tym nie rozwieść? Oto jest pytanie!

Podróż poślubna może być wyjazdem życia lub totalną klapą, zwłaszcza jeśli jakimś cudem mają to być Wasze pierwsze wspólne wakacje. Nie zostawiajcie przygotowań na ostatnią chwilę, nie zakładajcie, że jakoś to będzie (z wyjazdem, pieniędzmi, nastrojami). Wakacje to spontan, ale eksperci twierdzą, że najlepszy jest spontan dobrze zaplanowany.

Znajomość wzajemnych potrzeb  i ograniczeń to połowa sukcesu

Wasi znajomi spędzili cudowne dwa tygodnie na all inclusive w Grecji, więc myślicie, żeby po prostu zrobić to samo? Jeśli od dawna marzycie o tym oboje, to czemu nie. Wciąż jednak wiele rzeczy trzeba ustalić i to najlepiej na kilka miesięcy przed. W momencie wyjazdu będziecie już małżeństwem, ale to nie oznacza – jedną osobą. Niekoniecznie będzie odpowiadał Wam ten sam kierunek, styl odpoczywania czy nawet termin. Bo nie ma jednego przepisu na superpodróż poślubną dla wszystkich.

Twój narzeczony woli sporty wodne, a Ty nie umiesz pływać i preferujesz rajdy po muzeach? Ty masz wyrozumiałego szefa, on może wziąć urlop tylko w kwietniu lub wrześniu? Ciebie ciągnie do Ameryki Południowej, jego raczej do USA? Nie zgaduj, o czym on marzy i dobrze zastanów się nad własnymi marzeniami, a potem o tym porozmawiajcie. Niemal wszystko da się pogodzić, jeśli odpowiednio wcześnie zaczniecie rozmawiać i ustalicie, co możecie odpuścić z miłości dla drugiej strony, a czego będzie Wam żal. Kompromis z pewnością będzie nieunikniony, ale ważne, by żadne z Was nie miało wrażenia, że zbytnio się poświęca.

Budżet – słowo klucz

Precyzyjne określenie tego, ile można wydać na wakacjach, bardzo ułatwia planowanie całej reszty. Kiedy macie wybrany kierunek, usiądźcie z kartką i długopisem i rozpiszcie, jakim budżetem dysponujecie i jaką jego część musicie przeznaczyć na transport, noclegi, jedzenie, a ile zostaje na przyjemności (spa, zakupy, zwiedzanie, pamiątki itd.). Na tym etapie może się okazać, że dwutygodniowa podróż do Azji Południowo-Wschodniej nie ma jednak sensu – jeśli bilety są drogie, a do zobaczenia dużo, tylko się sfrustrujecie. Wybór luksusowego hotelu w Maroku nie jest z kolei najlepszym pomysłem, jeśli oboje kochacie zakupy i chcecie przywieźć sobie coś orientalnego do wspólnego mieszkania, a może Wam na to nie starczyć – będziecie cierpieć, odwiedzając marokańskie suki (targi) i wracając do luksusów z pustymi rękami. Dodawajcie, odejmujcie, w końcu wyjdzie z tego całkiem sensowny i realny plan. Załóżcie rozsądny budżet na każdy dzień i trzymajcie się go.

W zdrowym ciele…

Ostatnie miesiące przed ślubem to wielki stres i masa załatwiania. Do tego zwykła praca i codzienne problemy. Nic dziwnego, że po kilku dniach odpoczynku na wakacjach organizm wielu osób odmawia posłuszeństwa. Miesiąc miodowy jest po to, żeby ODPOCZĄĆ I NACIESZYĆ SIĘ SOBĄ. Nie przeładowujcie swojego planu dnia milionem atrakcji do zwiedzenia (zwłaszcza w upale). Nie zakładajcie, że od razu po przylocie na inny kontynent rzucicie się w wir nocnego życia. Unikajcie pokusy zrobienia i zobaczenia wszystkiego. Miesiąc miodowy dobrze jest rozpocząć łagodnie – od wsi, plaży, spa. Poleniuchować, rozejrzeć się spokojnie po okolicy, odespać. Pierwsze dni zaplanujcie ze szczególną troską.

Kontynuacja – wkrótce :)

A ja Was serdecznie pozdrawiam… z kolejnej podróży. W zasadzie też poślubnej – bo teraz tylko takie… 😉 Dubaj jest świetny, choć upał nieco męczy.

Pozdrawiam Was z Palm Jumeirah!

Pozdrawiam Was z Palm Jumeirah!

 

  • http://chilichilly.blogspot.be/ ChiliChilly

    Myślę, że planowanie podróży poślubnej to jednak coś innego niż planowanie pierwszych wspólnych wakacji, i pary raczej znają się już całkiem nieźle 😉
    Ze swojej strony doradzę, że warto po prostu się nie stresować, nawet jeśli coś nie idzie w 100% zgodnie z planem – luz i chillout to podstawa dobrej zabawy :)