Tradycja na wesoło – bramy weselne

W drodze na ślub i wesele parę młodą i orszak weselny może czekać wiele niespodziewanych przeszkód... :)
W drodze na ślub i wesele parę młodą i orszak weselny może czekać wiele niespodziewanych przeszkód... :)

Zastanawiacie się czasem, czemu służą ślubne i weselne zwyczaje? Skąd się wzięły? Czy warto je kultywować, czy lepiej odrzucić, bo nienowoczesne i tylko niepotrzebne z nimi zawracanie głowy? I jak kreatywnie włączyć je do naszej ceremonii? Dziś o bramach, mostach i innych pułapkach w drodze do i z kościoła (lub urzędu).

Jednym z wciąż chętnie praktykowanych zwyczajów jest zastawianie drogi, nazywane bramą weselną. Oczywiście, zgadzam się na to, by dzieciaki czy dorośli zatarasowali drogę z kościoła, pozdrowili i w zamian otrzymali symboliczną złotówkę. Ale po dłuższej chwili można się zniecierpliwić, przecież goście czekają!

Gdy szło się do kościoła na piechotę…

Okazuje się, że zastawianie jest dość starym obyczajem. Kiedyś, gdy młodzi nie podjeżdżali pod kościół limuzyną, tylko szli pieszo, zastawiani byli różnego rodzaju sznurami przez okolicznych mieszkańców wsi, sąsiadów i czasem rodzinę. Chodziło głównie o to, by pan młody mógł wykupić swoją przyszłą żonę za butelkę wódki. Dopiero wtedy młodzi mogli podążyć do kościoła. Takie przeszkody nazywane są najpowszechniej bramami, ale także szlabanami czy szlogami – w zależności od regionu.

Czytajcie także: Skąd się wzięło… sypanie ryżu lub monet?

Tradycja na wesoło

Dziś na szczęście o wykupie panny młodej można pomyśleć nieco wcześniej – i zaopatrzyć się w odpowiednie fanty (kilka butelek wódki weselnej, ciasta, słodycze). Bramę tworzy się panu młodemu na drodze do domu panny młodej, parze młodej w drodze do kościoła, a czasem – w drodze na wesele. Brama weselna najczęściej przybiera postać wstążki lub sznura obwieszonego ozdobami. To w tej najprostszej wersji, bo są i takie z fantazją! Pełne przebierańców, wozów drabiniastych, zaskakujących przeszkód itd.

Choć zazwyczaj bramę tworzyli znajomi, sąsiedzi lub dalsza rodzina i z definicji miały one i mają być czymś zaskakującym, nie ma przeszkód, by przekuć tę tradycję w ciut lepiej zorganizowaną zabawę. Świadek może np. wcześniej umówić prawdziwe „porwanie” panny młodej – tak aby przyszły mąż musiał się naprawdę wykazać: puścić się w „pościg”, zadbać o okup, podarować „porywaczom” butelkę wódki lub – w zależności od ich fantazji – wykonać jakieś zabawne zadanie.

Nieco inaczej wygląda to wówczas, gdy damy się złapać na cudzą bramę – rzeczywiście zupełnie nieprzewidywalną. Najgorzej, gdy trafi się kilku pijanych sąsiadów, z byle jakim sznurkiem i puszkami po piwie wyłudzających więcej alkoholu – w takich sytuacjach pan młody nie powinien nawet wsiadać z samochodu, a sprawę zostawić do załatwienia świadkowi. Orszak weselny zastawiają też dzieci, które dowiedziawszy się o ślubie, postanowiły trochę zarobić. I tu w zasadzie – dlaczego nie? Jeśli włożyły w przygotowanie bramy choć trochę wysiłku, można je nagrodzić za starania. Wystarczy dać im kilka drobnych lub uprzednio przygotowane cukierki. I wykup z głowy!

PS Nie mam żadnego fajnego zdjęcia weselnej bramy – może Wy podeślecie coś ciekawego? Chętnie dołączę do artykułu!

  • http://chilichilly.blogspot.be/ ChiliChilly

    W mojej miejscowości ‚Bramy’ zawsze wyglądają ciekawie – absolutnie nie ma opcji, żeby to było „kilku pijaczków”! Sąsiedzi lub daleka rodzina przebierają się w śmieszne stroje, grają na instrumentach (gitara, harmonia, trąbka) i całe to zatrzymywanie Pary Młodej jest wesołym eventem :)
    Znam też historię, kiedy znajomy mieszkający w bloku został w drodze do ślubu zatrzymany przez sąsiadów z dołu jeszcze na schodach – zapięli łańcuchy na poręczy i za każdą kłódkę chcieli połówkę – a kłódek mieli całkiem sporo 😉
    W moich stronach przyjęło się, że tyle butelek się rozdaje, ile osób brało udział w zrobieniu „bramy”.

  • Aleksandra Szarejko

    A pamiętasz jak nasi chłopcy na obozie tanecznym zrobili bramę jednej parze młodej, która robiła wesele w Kołobrzegu? Bramę zrobili ze staników tancerek, To były fajne czasy.